Tajemnicze nagrania obnażyły ponure oblicze polskiej polityki?

Media są wstrząśnięte. Od czasu komuny nie mieliśmy do czynienia z równie spektakularnym zamachem na wolność słowa… tak przynajmniej uważa środowisko dziennikarskie. Zdania fachowców od polityki, części prawników, a także opinii publicznej są jednak podzielone. Wielu uważa, że ABW i prokuratura miały prawo zarekwirować materiały, które mogą być dowodami przestępstwa.

Polscy politycy ofiarami spisku?

Premier w swoim wystąpieniu zaoferował nam ciekawą optykę widzenia tego, co miało miejsce w redakcji „Wprost”. Na plan dalszy zeszła treść kompromitujących polityków nagrań, najistotniejszy natomiast okazał się fakt, że prywatna rozmowa została zarejestrowana i pytanie „kto za tym stoi”? Bez wątpienia jest to zręczny zabieg mający na uwadze odwrócenie opinii publicznej od treści nagrań.

Taśmy, a właściwie treść nagrań, nie pozostawia wiele wątpliwości. W zasadzie dowiadujemy się tego, co i tak już wiedzieliśmy. Polityka to jedno wielkie bagno. Służy w zasadzie przede wszystkim załatwianiu własnych interesów, jeśli nie prywatnych, to partyjnych. Interes publiczny wydaje się w tej rozgrywce schodzić na plan drugi, a może nawet trzeci.

Wiedzieliśmy o tym dobrze, bo przecież nie od teraz jesteśmy świadkami afer i ujawniających się w związku z nimi powiązań między polityką a biznesem. Dobrze wiemy, że mamy najdroższe autostrady w Europie, choć wcale nie idzie to w parze z ich jakością. Do myślenia dała nam afera Amber Gold i jej tajemnicze związki z klasą polityczną. Rządzący porozumiewają się miedzy sobą językiem mafijnym, zupełnie nie takim, jakiego można by się spodziewać po „wykształconej elicie narodu”, jedynie potwierdzając to, co do tej pory było jedynie podejrzeniem.

Słuchając nagrań nie sposób nie czuć pewnego rodzaju wstydu. Przecież to my wybraliśmy takich właśnie ludzi, aby nami rządzili. W pewnym stopniu oni są wyznacznikiem kultury i świadomości całego narodu. Polacy lubią załatwiać wiele rzeczy „po znajomości”, „pod stołem” i „przy wódce”. To pozostałości z czasów PRL-u i naleciałość ze wschodnich rubieży, gdzie korupcja i kolesiostwo są w polityce najważniejsze. Nie zawsze tak to wyglądało. Trzeba powiedzieć, że i my, przed wojną, posiadaliśmy elity polityczne z prawdziwego zdarzenia, które następnie zostały całkowicie wyniszczone. Klasa polityczna składała się w dużej mierze z mężów stanu reprezentujących sobą wysoką kulturę, odpowiednio wyedukowanych i znających jeszcze znaczenie słowa „patriotyzm”. Obecne klasy polityczne wywodzą się głównie ze środowisk biznesowych. Te zaś wytworzyły się podczas mrocznych machinacji powstawania gospodarki wolnorynkowej w latach dziewięćdziesiątych… nic więc dziwnego, że królują klimaty rodem z „Ojca Chrzestnego”. Tak się w Polsce robi biznes, tak się robi politykę, poczynając od szczebla samorządowego a na najwyższych urzędnikach w kraju kończąc. Każda jedna decyzja odbywa się w oparciu o pieniądze i znajomości. Dobro szarego obywatela czy kraju, to jedynie hasła, które pięknie wyglądają w przemówieniach.

Czy zatem polscy politycy padli ofiarą spisku? Być może. Ale przyszło im to zadziwiająco łatwo. Nie jest przecież prosto znaleźć przysłowiowego „haka” na kogoś kto ma czyste sumienie.

Dlaczego nagrywanie polityków jest zakazane?

Jest rzeczą oczywistą, że prawo stanowią ludzie. Czasem jest ono słuszne, lecz czasem nie. Mamy w Polsce akurat takie przepisy, że nagranie kogoś bez jego wiedzy jest przestępstwem. Można jednak dyskutować, czy jest to przepis dobry czy zły. Przypuśćmy bowiem, że jestem świadkiem rozmowy dwóch przestępców planujących napad na bank. Chciałbym zawiadomić o tym policję, jednak mam świadomość, że bez dowodu nie zostanę potraktowany poważnie. Zwłaszcza, jeśli są oni ludźmi cieszącymi się dobrą opinią lub sprawującymi wysokie, poważane w społeczeństwie stanowiska. Wyciągam więc dyskretnie telefon komórkowy i rejestruję całą rozmowę. Działam w dobrej wierze… i staję się przestępcą? Z drugiej jednak strony, sam, jeśli jestem podejrzewany o przestępczą działalność, mogę być zgodnie z prawem podsłuchiwany i nagrywany przez odpowiednie służby… Można zastanawiać się zatem, czy zakaz rejestrowania rozmów przez zwykłych obywateli nie jest czasem próbą ochrony tych, którzy sami prawo stanowią.

Co z tą Polską…

Afera taśmowa wydaje się wierzchołkiem góry lodowej, której spora część tkwi pod powierzchną politycznego szamba. Usiłuje nam się wmówić, że każda krytyczna ocena środowisk politycznych ma w sobie coś z absurdalnej teorii spiskowej. Tak – zdaje się twierdzić rządowa propaganda – to prawda, że mamy swoje małe, niegroźne gierki. Bo przecież, w gruncie rzeczy jesteśmy takimi samymi zwykłymi ludźmi jak i wy. Też troszczymy się o naszych zięciów, kuzynów i pociotków. Też chcielibyśmy zabezpieczyć nasze rodziny na przyszłość. Na naszym miejscu robilibyście to samo.

Rozumowanie to jest jednak z gruntu błędne. Polityk nie jest przeciętną osobą, lecz reprezentantem narodu. Jego błędy mają daleko większe konsekwencje, niż pomyłka pani Helenki, bibliotekarki. Jego knowania mają szersze reperkusje, niż spisek związany przeciwko nielubianemu szefowi w warsztacie mechanicznym na rogu. Dlatego też od polityka wymaga się więcej. Każdy z nich musi liczyć się z możliwością, że może zostać nagrany, zarejestrowany, a potem szantażowany. Dlatego, aby być politykiem, trzeba być kryształowo przejrzystym. Należy zapomnieć o załatwianiu spraw przy wódce. Darować sobie odwiedziny w agencjach towarzyskich. Nie zdradzać żony. Wszystko to bowiem może zostać wykorzystane przeciwko osobie publicznej, a przy okazji, przeciwko całemu krajowi. Jeśli ktoś tego nie rozumie – powinien zostać w domu, albo iść do zwykłej pracy, a nie zostawać politykiem.

Kto za tym stoi?

Istnieje kilka hipotez. Być może jedynie „Sowa i przyjaciele” postanowili skorzystać z okazji i zarobić parę groszy na chwytliwym nagraniu dla „Wprost”. Może jednak działali z czyjejś inspiracji… tutaj możliwości jest wiele. Od politycznej opozycji poczynając, a na służbach specjalnych obcych mocarstw kończąc. Być może wyjaśni to toczące się w prawie śledztwo. Ktokolwiek jednak by to nie był – pozostaje faktem, że państwo polskie nie zdało egzaminu. I to wcale nie dlatego, że polskie służby specjalne pozwoliły nagrywać polityków przez długi czas. To sami politycy zawiedli nasze zaufanie. Powinni być „mężami stanu”, a okazali się kolejnymi „Rychami” i „Zdzichami”, którzy przy lada okazji ubijają swoje partyjne interesy. Teraz nawet ci najbardziej naiwni z nas nie będą już mogli oszukiwać samych siebie wierząc w jasną stronę polskiej polityki.

Prawa autorskie

Wszelkie materiały (w szczególności: artykuły, opowiadania, eseje, wywiady, zdjęcia) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*


Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.